Tygodnik Solidarność Nr 11 (1118) 12 marca 2010

 
Wydrukuj artykuł
Wydrukuj
ZWIĄZEK

 
Tajna drukarnia w Brodnicy Piotr Grążawski

Od 1985 do 1987 roku działała w Brodnicy konspiracyjna drukarnia stoczniowców Stoczni Gdańskiej im. Lenina. Prowadził ją Andrzej Chodzicki. Przez niemal dwa lata produkował kartki świąteczne z logo Solidarności, kalendarze i inne druki.

Andrzej Chodzicki pochodzi z Podlasia. W 1975 roku zaczął pracować w stoczni. Tam, rok przed Sierpniem uczestniczył w spotkaniach działaczy Wolnych Związków Zawodowych, a potem jako stoczniowiec przeżył Sierpień ’80 .
Po wprowadzeniu stanu wojennego uczestniczył w strajku (wykorzystując wolne chwile na wyrabianie w stoczniowej wzorcowni specjalnych stempli z logo związku, mogących zostawiać odcisk np. na murze) do czasu jego spacyfikowania przez ZOMO. Ocalały z pogromu niemal natychmiast przyłączył się do konspiracji jako kolporter i drukarz podziemnego pisma Tajnej Komisji Zakładowej „Rozwaga i Solidarność”, ulotek, druków okolicznościowych oraz kart świątecznych.

W niewielkim 12-metrowym gdańskim mieszkaniu – jak sam żartuje – przy pomocy czteroletniego synka wyprodukował tysiące egzemplarzy gazet, kartek okolicznościowych, ogłoszeń i innych druków. We wrześniu 1985 roku przeprowadził się z rodziną do Brodnicy w kujawsko-pomorskim (stąd pochodzi jego żona). Razem z dobytkiem przewiózł też większość urządzeń drukarskich, głównie sprzęt do sitodruku.

Zatrudnił się w Państwowym Ośrodku Maszynowym. Mieszkał z rodziną w niewielkim, wynajętym budynku gospodarczym, blisko firmy.
– Gdy tylko jako tako poustawiałem nasze skromne meble, niemal natychmiast wznowiłem produkcję – opowiada. – Przedtem pojechałem do Gdańska, do mojego konspiracyjnego szefa Macieja Miatkowskiego i oświadczyłem, że chcę nadal pracować dla TKZ. Zgodził się i już wkrótce na nowo tłukłem solidarnościowe kalendarze, kartki, ulotki, po czym gotowy towar osobiście zawoziłem do Gdańska pociągiem lub samochodem.

W 1987 roku Andrzej Chodzicki wyjechał do USA (w dość sensacyjnych okolicznościach, bo zmylił PRL-owskich urzędników doskonale podrobionymi dokumentami), gdzie pracował na budowach Nowego Jorku i Chicago. Wrócił pod koniec 1989 roku. Dziś mieszka w Brodnicy, prowadzi warsztat ślusarski przy ul. Polnej.
Przez wiele lat nikt poza wąskim gronem, głównie Maciejem Miatkowskim i Tadeuszem Zarembskim (gdańscy działacze WZZ, potem Solidarności) nie wiedział o niezwykłej działalności Andrzeja Chodzickiego. Dzięki doskonałej konspiracji nigdy też nie wpadł w łapy bezpieki. Gdy pracował w POM Brodnica miał kontakt z kilkoma lokalnymi działaczami i choć od czasu do czasu przekazywał część „bibuły” na miejscowy rynek drugiego obiegu, to nikogo nie informował skąd ona pochodzi. Brodnicka bezpieka węszyła, skąd trafiają „w miasto” gdańskie druki, ale niczego nie wskórali.

Tak naprawdę, Chodzickiego ujawniono dopiero pod koniec lat 90., i to, pośrednio, za sprawą Donalda Tuska. Wtedy to obecny premier pochwalił się, że był podziemnym drukarzem Solidarności. Gdy zaczęto badać jak było naprawdę, natrafiono na relacje Miatkowskiego, Szablewskiego i Zarembskiego. Tak wyszło na jaw, kto tysiącami drukował biuletyn Solidarności Stoczni Gdańskiej – „Rozwaga i Solidarność”. I to gdzie! W 12-metrowym mieszkaniu!
Dopiero wtedy Andrzej Chodzicki trafił do internetowej Encyklopedii Solidarności, a kilkanaście dni temu przekazał brodnickiemu muzeum swoje narzędzia do sitodruku i sporo podziemnych pism, druków, które wyprodukował w latach 1981–87.

Za zasługi dla niepodległości prezydent Lech Kaczyński odznaczył tego niezwykle skromnego człowieka Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.